fbpx

Nerwy szaleją. Dlatego to artykuł dla zwolenników przegranego kandydata – czyli niemal połowy osób w tym roku głosujących.  Im mocniej ktoś się zaangażował w kampanię – tym trudniej mu wrócić do codzienności. Łyknąć porażkę. Powiedzieć sobie „jakoś to będzie”.

Druga połowa głosujących właśnie rozkoszuje się falami endorfin, więc niczego jej na ten moment nie trzeba.

Nie jest moją intencją przekonywać Cię, że właśnie „jakoś to będzie”, gdy oto masz ochotę kąsać i gryźć na oślep, jak zranione zwierzę. Nie. Chociaż te nerwy, to etap. Wydobrzejesz.

Nie powiem Ci też jednak, że jasne, rozumiem, teraz to tylko emigracja lub kamień na szyję.

Irytują mnie bowiem przesadne nerwy i emocje. Brak powściągliwości. I nie tylko pozwalanie sobie na wpadanie w otchłań, ale jeszcze ciągnięcie za sobą innych! Zamknij ten etap jak najszybciej. Jest destrukcyjny. Nie buduje niczego.

Nie chcę też słuchać o tym, że przecież Ty chciałaś właśnie budować, a oni tylko niszczą. Nawet gdybyś miała 100% racji: co z tego?

Co zatem zrobię dziś ja, by wyciszyć nerwy po tej kampanii?

  • Położę się na macie do akupresury. To dosyć bolesne, wiem to, ból mnie urealni tu i teraz. Wiem też, że po 20tu minutach poczuję się wspaniale. Znacząco odstresowana. Nerwy znikną.
  • Pójdę na spacer. Popatrzę na ptaki, postaram się nie rozdeptać żadnych ślimaków, to będzie wspaniałe ćwiczenie uważności. Przypomnę sobie, że moje samopoczucie zależy faktycznie ode mnie. Dopiero gdy mam dostęp do siebie, do swoich zasobów, mogę dzielić się czymś ze światem.
  • Będę unikać osób rozemocjonowanych – chyba, że przyjdą faktycznie po pomoc, szukając sposobów na uspokojenie.
  • Wymyślę „plan B”. Plany B, C i kolejne przywracają poczucie kontroli i zmniejszają stres. Do tego bardzo często wymagają poszerzenia kompetencji – co generalnie dobrze na nas wpływa.
  • Przypomnę sama sobie, że choć spełniam obowiązki obywatelskie i głosuję zgodnie z własnym sumieniem, to przecież nie jestem osobą zaangażowaną politycznie. I mam do tego prawo.
  • Popatrzę w mapę świadomości dr Hawkinsa. Co czuję? Jaki mam problem? Na jakim poziomie on powstał? Potem przejdę cały proces zmiany emocji, a w efekcie poczuję się lepiej i ostatecznie wyląduję bezpiecznie w górnej połowie (mapy). Gdzie najniżej wibrującą emocją jest Odwaga.

Odnośnie tego ostatniego punktu: czytam właśnie książkę „Zakazana psychologia”. Autor punktuje w niej „pseudonaukę” zarówno na uniwersytetach, jak i gazetach popularnonaukowych. Jest jej ogrom. Powstaje zarówno ze złej woli i oszustw naukowców, jak i powielania w dobrej wierze czegoś, co nigdy nie powinno zaistnieć. W tym kontekście uznałam, że przyjrzenie się mapie świadomości doktora Hawkinsa (który pod koniec życia był głownie nauczycielem duchowym, a psychiatrą już jakby ciut mniej) jest całkowicie w porządku. Bo przynajmniej nikt nikomu niczego nie wmawia.

Zatem:

Oddychaj. Daj sobie prawo do emocji. Przepracuj je (mapa poziomów świadomości dobrze się do tego nadaje). I idź dalej.

0 0 vote
Article Rating
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x