Stres wiele ma imion. Czasem oznacza mocno bijące serce, czasem chęć ucieczki, a czasem niepokój w ciele i wciąż powracające złe myśli. Może Ty akurat zadajesz sobie pytanie jak przestać się martwić. Odpowiadam.

Martwienie się to często lekceważony sygnał stresu – niesłusznie. Może go bowiem nasilać przez fakt, że wciąż i wciąż wymyślamy nowe negatywne scenariusze. Takie myśli – to ruminacje. Przydarzają Ci się, gdy Twój umysł nieustannie  powraca do tych samych problemów i zmartwień, ale nie znajduje nowych odpowiedzi.

Gdy martwienie jest krótkotrwałe – może przynieść pozytywny efekt – dzięki zwolnieniu i przyjrzeniu się trudnym kwestiom. Natomiast ruminacje – to złe myśli, z których nic dobrego nie wynika. Sprawiają one, że czujesz się coraz gorzej i gorzej, Twoje poczucie sprawczości leci „na pysk”, za to pojawia się chęć ucieczki. Ruminacje nie pomagają nam zająć się swoją sytuacją!

Ten feniks na obrazku to nie przypadek. Bo ruminacje  to wielki, wielki kłopot i potrafią sprawić, że czujemy się jak przepuszczeni przez wyżymaczkę. Możemy pozostać w tym stanie na długo  żyjąc -nie żyjąc, lub.. powstać jak feniks z popiołów!

 

Zanim opowiem jak to zrobić, najpierw pokrótce opiszę cały mechanizm z punktu widzenia biologii.

Dzieje się tak:

Pojawia się stresor. Wówczas część twojego mózgu w postaci ciała migdałowatego reaguje i wprowadza Cię w tryb działania awaryjnego. Zostajesz zalany/zalana hormonami stresu, reagujesz na nie, a po chwili włącza się bardziej zaawansowana część mózgu: kora przedczołowa. I teraz: gdyby kora po analizie oceniła sygnały jako niezagrażające- wysłałaby uspokajające myśli i temat mógłby się zakończyć. Ale gdy tak nie jest i zamiast tego kora zaczyna wymyślać kolejne powiązane problemy – powstaje błędne koło! Kora wysyła myśli panikujące typu „co robić?”, „jak to się skończy?!” „nie poradzę sobie!”, nadaktywne ciało migdałowate uruchamia kolejne wyrzuty hormonów stresu, a Ty – przeżywasz katusze. Nie jesteś w stanie myśleć twórczo, spojrzeć na sytuację z dystansu – raczej obracasz się wśród rozpaczliwych pytań: „jak mogłam do tego dopuścić”, „dlaczego inni sobie radzą, a ja nie”, „jak mogłam podjąć aż tak złe decyzje”? Odpowiedzenie sobie na nie – nie pomaga, z racji ich charakteru.

Co robić? Jak przerwać ten zaklęty krąg samonapędzania się? Jak przestać się martwić?

Otóż umysł będzie próbował przekonać Cię, że Twoje martwienie ma sens. Będzie „mówić”, że roztrząsając problem wciąż i wciąż pomagasz sobie – i naprawdę bardzo łatwo jest w to uwierzyć. Bo niby jakim cudem niemartwienie się (czyli w naszym postrzeganiu: lekceważenie) może być lepsze od martwienia (czyli w naszym rozumieniu: przykładania wagi i szukania rozwiązania)? A jednak.

Jeśli podejrzewasz, że Twoje martwienie nie jest konstruktywne i wpędza Cię nie tylko w ślepą uliczkę, ale wręcz czarną dziurę bez dna, możesz sobie pomóc. Niniejsze pomysły przytaczam za Melanie Greenberg – jedną z moich ulubionych psycholożek zajmujących się stresem.

Zatem – jak przestać się martwić?

Oto recepty:

  • Gdy uświadomisz sobie, że oto właśnie się martwisz, zadaj sobie pytanie na ile jest to pomocne. Odpowiedz konkretami: czy znajdujesz nowe rozwiązania? Czy widzisz teraz tę sytuację w innym świetle? Czy snujesz nowe plany? Czujesz się gorzej czy lepiej po takiej analizie?
Jeśli odpowiedzi są negatywne, Twoje martwienie nie jest pomocne.

 

  • To jest niezłe: próbowałam! Otóż: załóż na nadgarstek gumkę recepturkę lub inną elastyczną opaskę. Zawsze gdy zaczynasz się martwić i to zauważysz – strzel nią! Auć 😊 I zwizualizuj znak stop. Melanie proponuje też krzyknąć, ale mi się to nigdy nie udało, więc odrzucam radę jako nieżyciową 😉 Ale generalnie:
Ćwiczenie powstrzymywania złych myśli i zamartwiania to dobre wyzwanie.

 

  • Bardzo spodobała mi się też inna rada: by przez tydzień zauważać i zapisywać bodźce, które skłaniają nas do martwienia/pogarszają nam nastrój. Rozmowa z osobą, która zawsze ściąga nas w dół? Bezsenne leżenie w łóżku? Robienie czegoś, czego bardzo nie lubisz? Znajdź to i postaraj się zamienić na coś innego. Tak jak zaleca się zamienić batoniki na pogryzanie marchewek (a nie jedzenie niczego), tak zastąp złe aktywności dobrymi.
Jest to o wiele łatwiejsze i skuteczniejsze niż prosta próba zaprzestania.

 

  • I jeszcze coś czego nie próbowałam, ale może ktoś z Was się w tym odnajdzie: zaplanuj w domu kącik martwienia się. Może to być krzesło, konkretny kawałek kanapy, cokolwiek , byle przeznaczenie tego miejsca było dla Ciebie jasne. Idea tego miejsca polega na tym, że decydujesz martwić się tylko i wyłącznie tam – powiedzmy dwa kwadranse dziennie. Nie masz tyle czasu? Serio? A mi się wydaje, że skoro to czytasz, to pewnie masz i zastygasz w różnych miejscach właśnie martwiąc się – i tracąc o wiele więcej czasu… Po wdrożeniu tej zasady, jeśli zaczniesz się martwić poza wyznaczoną porą lub miejscem – zaczekaj (możesz nawet zrobić sobie notatkę z czego należy się pomartwić).
Po pewnym czasie Twój mózg nauczy się kojarzyć martwienie z konkretnym miejscem.

 

No dobrze – a jak próba odpowiedzi na pytanie „jak przestać się martwić”, ma się do wspomnianego w tytule potencjału?

Ano bardzo się ma. Bo funkcjonując w trybie martwienia – w ogóle z niego nie korzystasz. Nie spojrzysz daleko – bo skupisz się  na trudnych szczegółach. Nie zmienisz perspektywy – bo przytłoczy Cię codzienność. A potencjał rozwijamy patrząc daleko, działając, podejmując odważne decyzje. Tkwienie w miejscu, paraliż, zajmowanie się wciąż i wciąż jednym tematem – nie tylko nie pozwala Ci rozpostrzeć skrzydeł, ale wręcz  podcina Ci je.

 

W moim odczuciu nie ma niczego o co warto dbać bardziej (poza zdrowiem) niż odporność psychiczna. Bo ona podaruje nam całą resztę: umiejętność zadbania o swoje sprawy w najlepszy możliwy sposób, możliwość pomocy innym, dobry efekt finansowy.

 


Zainteresował Cię artykuł?

Chcesz zacząć dbać o tę sferę życia, by zacząć osiągać ponadprzeciętne efekty?

Zapisz się na newsletter: ODSTRESOWANI.

Dlaczego? Bo o sobie najłatwiej zapomnieć!