jak zmarnować czas

Jak zmarnować sobie dzień?

Robi się to tak:

Najpierw przejechałam autem po butelce. Takiej szklanej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to szklana butelka, a że ona zrobiła takie CHRUP, jak plastik, to pomyślałam, że to… zgadłaś, plastik.  Wyjechałam jednak za daleko w przód, zatem cofnęłam się. I wtedy ona jeszcze raz zrobiła CHRUP i wówczas, to już się nieco zaniepokoiłam, bo takie chrupanie to jednak nic dobrego. I wyskoczyłam z auta.

Pomyślałam też, że chyba ten chlebek (bo właśnie byłam pod piekarnią) to drogi dziś będzie.

Nie wiedziałam wtedy, że dzień się dopiero rozkręca.

Gdy już dotarłam do komputera, wiedziałam że dziś będzie taki gorszy dzień. W sumie wiedziałam to od wczoraj, bo miałam w planie zrobić te rzeczy, których nie lubię. Ale żeby zaraz rozpatrywać dzień w kontekście zmarnowanego, to nie, jeszcze nie byłam na tym etapie.

Najpierw zalogowałam się na takiej stronie, z której już w styczniu chciałam wygenerować raporty. Wtedy się nie dało. Dlatego weszłam tam dziś ponownie z nadzieją, że może coś się zmieniło. I faktycznie! Widzę: jest. Opcja wygenerowania raportu. Jak się ucieszyłam, to tylko mój pies wie, bo był wtedy ze mną. Więc wciskam: Generuj. Ale wtedy ona mi pisze, znaczy się ta strona,  że generuje, ale tylko 3 miesiące wstecz. Co oznacza, że nic sobie nie zapiszę, bo przecież w styczniu chciałam to zrobić za poprzednie miesiące, a teraz mamy maj!

jak zmarnować czas

No ale nic to. Zrobiłam screeny. Dokładnie jakieś 50 screenów, te pół godziny w sumie szybko zleciało.

I wtedy dzwoni Księgowa Pierwsza i mówi: pani Mariolu, ale ten podatek, to trzeba było zapłacić x2 , za panią i męża, bo były 2 pity. Tak, kwoty były takie same i można to zrobić razem, ale tu jest akurat zrobione oddzielnie. Więc się płaci tę samą kwotę dwa razy.

???!

No dobra. Z krwawiącą kieszenią robię przelew, którego nie planowałam.

Potem sprawdzam faktury, płacę faktury, no nudy takie, że rozpacz bierze. A nie wiem jeszcze, że przekleństwo „obyś miał ciekawe życie”, to dziś o mnie jest.

Bo potem dzwoni  Księgowa Druga i mówi: pani Mariolu, czy dzwonił już pan umówić się na wizję lokalną?

–  ???

– No pan ze skarbówki chce przyjechać na wizję lokalną…

jak zmarnować czas

Nie wiem jak Wam, ale mi wizja lokalna kojarzy się ze świeżymi zwłokami lub radosną uprawą konopii, w połączeniu z wizytą prokuratora. Ale że u mnie niczego takiego zdecydowanie nie ma, to jednak się ciut zdziwiłam. Zresztą, gdybym miała takie zwłoki, to jednak łatwiej byłoby mi się do wizyty przygotować, bo po prostu bym je musiała schować, a tak???

Pozostało mi pozamiatać.

Ale że moje nerwy były w rozsypce, powiem Wam, że zrobiłam 2 minutowe ćwiczenie Amy Cuddy z tego filmiku Jak wzmocnić psychikę i z ręką na sercu donoszę, że to działa. Naprawdę można się uspokoić przed działaniem.

Pan, przyjechał, był miły, ja udowodniłam, że istnieję i git. Nawet udało mi się obronić tego miłego człowieka przed moim skacząco-liżącym psem.

Ale że jednak wizja lokalna trochę nadszarpnęła moje nerwy, uznałam, że już dość stresujących rzeczy na dziś. Może bym tak coś napisała dla przyjemności. Tyle że,  gdy człowiek chce mieć natchnienie, to wtedy go nie ma. I mi się to właśnie przydarzyło. Postanowiłam więc zanurkować w otchłań internetu i go poszukać.

jak zmarnować czas

Nie pytajcie mnie jak się znalazłam w tym dziwnym miejscu, bo sama nie wiem. Wiem tylko, że pytanie „jak zwiększyć szanse na narodziny jednorożca” dosyć mnie zaintrygowało. Co za wariat pyta o to? Gdzie ja jestem? Na jakimś końskim forum?

Tyle że odpowiedzi były jeszcze dziwniejsze. „Pokryć klacz o określonej godzinie” . „To jest losowe, masz 20% szans”. Ile???  „Dać klaczy Upominek Hestii”.

Yyyy… A co ma do tego towarzystwo ubezpieczeniowe?? No ja rozumem jeden wariat. Ale tylu naraz???

A potem spojrzałam na adres i zobaczyłam, że jestem na forum gamingowym.

Nadszedł wieczór. Wydawało by się, że jako człowiekowi po przejściach, należy mi się choć lampka wina.

I dostałam, a jakże.

BEZALKOHOLOWE.

Mąż właśnie zamówił – w trosce o nasze wątroby….

 

Kurtyna.