aklimatyzacja po wakacjach

Internet oferuje całą masę memów, przedstawiających takie dziwne zwierzątko podobne do lemura, które najwyraźniej cierpi na coś z oczami. Bo zawsze siedzi z takim hmm, wytrzeszczem. Choć raz moja koleżanka wrzuciła zdjęcie sowy, również z wytrzeszczem i ja ten gatunek szczęśliwie rozpoznałam, więc koleżance jestem w sumie wdzięczna, bo to podbudowujące było.

Tak czy inaczej zdjęcia te doskonale ilustrują stan, którego doświadcza człowiek, mający zamiar ciut popracować po długim odpoczynku. A umówmy, się że rzecz nie jest prosta, bo podczas wolnego przywykliśmy do innych aktywności.

Ja na przykład doskonale spełniam się w porannych przytulankach z poduszką (porywam również cudze, niedokochane poduszki), zawijaniem się w kołdrę „na balerona”, a także w kontemplowaniu teraźniejszości w poszerzonym stanie świadomości. W praktyce czasem z z winem czerwonym, czasem białym.

jak po wakacjach

Dla porządku muszę dodać, że na partnera życiowego wybrałam osobę o zgoła innych zainteresowaniach co sprawia, że oprócz powyższych aktywności, doświadczam również sportów ekstremalnych typu spotkanie żywego borsuka przed 4 nad ranem, czy obejrzenie etruskiej studni od spodu.

No bardzo to męczące, ale na czole wypisanego tego nie miał, choć niby mówią „widziały gały co brały”. Oczywiście to działa w dwie strony. Muszę jednak powiedzieć, że póki co chyba żadne z nas nie zanotowało specjalnych sukcesów w szerzeniu swoich zainteresowań. Zatem ten stan nazywa się kompromisem.

Wróćmy jednak do trudnego powakacyjnego okresu.

Jak się ogarnąć po wakacjach?

Zaczyna więc człowiek robotę po długim okresie wolnym i myśli – w co ja w ogóle mam ręce włożyć?! A jak już próbuje i mu rzecz jasna nie wychodzi, pojawia się pytanie numer dwa: hmmm, a jak to się właściwie robiło? Dlaczego nie działa?

Szczęśliwie max po dwóch kolejnych dniach, być może przez miejscowe powietrze pełne wszystkiego, komplet brakujących kompetencji z powrotem jest już z nami.

Niestety, minus jest taki, że również po tym właśnie czasie, mówimy sobie: hmmm, a ja gdzieś byłam?? To dlaczego w ogóle nie jestem wypoczęta? Może powinnam w końcu gdzieś pojechać?

No tak mniej więcej to działa, przynamniej u mnie.

Ponieważ ustaliliśmy już, że max po dwóch dniach wszystko wraca do normy, możemy się uspokoić i beztrosko zająć  dniem pierwszym.

Z bólem dnia pierwszego bowiem niewiele rzeczy może się równać – no, może amputacja stopy, ale nie jestem pewna, bo tego drugiego nie doświadczyłam.

 

Pierwszy dzień pracy może przebiegać w dwóch wariantach:

– bez aklimatyzacji

– z aklimatyzacją.

 

Praca bez aklimatyzacji polega na tym, że wróciłaś dajmy na to w niedzielę wieczorem, nie daj Boże późnym, a już w poniedziałek rano jesteś na 8.00 w pracy. No i umówmy się: to jest hardcore.

To tak jakbyś golusieńka wpadła w sam środek dżungli, gdzie czyhają na Ciebie jadowite węże, mordercze tygrysy, wygłodniałe wilki czy złośliwe małpy.

aklimatyzacja

Tak przy okazji, gdybyś chciała mi powiedzieć, że któreś z powyższych zwierząt tak naprawdę nie mieszka w dżungli, nie kłopocz się i tak Ci nie uwierzę. Skorzystałam bowiem przed chwilą z rzetelnego źródła i zweryfikowałam ten fakt (pierwsza strona google – kolorowanka dziecięca – gwarantowana wiarygodność!).

Wracając jednak do clue, robiąc jak powyżej, jesteś bezbronna niczym dziecię wśród morderczych żółwi ninja. Najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić to zatankować kubek kawy i schować się pod biurkiem czy w jakiejś większej szafie, w oczekiwaniu aż pancerzyk ochronny odrośnie, a miejscowe powietrze zrobi swoje.

Znacznie lepszą opcją jest wybór opcji z aklimatyzacją. W tym celu należy wrócić do domu dzień wcześniej – być może odmawiając sobie cieszenia się wolnością przez dzień dłużej, ale w moim odczuciu to jest tego warte.

Masz wówczas cały dzień na aklimatyzację i pogodzenie się z wszystkimi smutnymi faktami swojego życia, którymi jak do tej pory, nigdy się skutecznie nie zajęłaś.

jak się ogarnąć po wakacjach

Daje Ci to pozorne poczucie kontroli, a nawet szansę na obiecanie sobie, że tym razem będzie inaczej. Nie przywiązuj się zbytnio do tych mrzonek, ale oczywiście pozwól sobie na nie, gdyż nie należy odmawiać sobie przyjemności, która na dodatek jest za darmo.

W naszym domu, czasu na adaptację potrzebuje również pies. Otóż nasza cavalierka Lilly po powrocie z raju, tzn. od moich własnych rodziców, musi oswoić się na nowo ze swoim smutnym losem. Nie śpimy z panciem w łóżku. Nie ma towarzystwa 24/dobę. Drastycznie spada liczba spacerów. Nie wspomnę o końcu all inclusive…

Jak widzisz rzeczywistość dopada absolutnie wszystkich, bez względu na gatunek. Czy wiesz już teraz jak się ogarnąć po wakacjach?

Oczywiście mogłabym Ci teraz napisać, że jest jeszcze trzecia droga.

Wystarczy tak zorganizować swoje życie, by powrót do niego był czystą przyjemnością! Ba – może nawet wytchnieniem, po trudach oglądania etruskich studni od spodu.

Lecz niestety  mój  ebook na ten temat wciąż nie jest gotowy. Więc trochę się jeszcze pomęczysz.