SOR – jak to działa w gorący wolny dzień?

szpitalny oddział ratunkowy

SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy) to takie miejsce, gdzie chyba wszyscy trafiają z zaskoczenia. No może poza osobami tam pracującymi – te wydają się być na swoim miejscu, w przeciwieństwie do reszty „zranionych w akcji”. Ta reszta zdaje się być tam całkowicie niechcący, a w dzień wolny, to wręcz prosto z plaży, pikniku, czy wygodnej kanapy.

Nie inaczej było z nami.

Gdy rano wstaliśmy, nie mieliśmy tak wysublimowanych planów, ale gdy dzień wolny zaczął dobiegać do wieczora, podjęliśmy decyzję: trzeba jechać. Z naszą Córką Młodszą.

Żeby było wygodniej, mąż wysadził mnie i córkę przy szlabanie, po czym odjechał na parking. Już po chwili oczy mi wyszły na wierzch z tej wygody, gdyż dziecko poczuło się gorzej, więc podniosłam to niemal 30kg miłości i usiłowałam donieść na oddział. Nie zdołałam jednak donieść gdzie trzeba, gdyż okazało się, że niosę na tyle niekompetentnie, że wywołuję trzęsieniem mdłości, więc musiałyśmy przystanąć. Po czym dziecko zdecydowało nie korzystać już z moich matczynych usług i jednak pójść na własnych nogach. Taką skuteczność wykazałam.

Na SOR dostałam do wypełnienia papiery.

Usiadłam przy stole, wzięłam długopis, zaczęłam czytać – po czym stwierdziłam, że literki skaczą mi i falują i nijak nie jestem w stanie tego zrobić! Jak to tak, czyżbym aż tak się zestresowała? Litości, to dopiero pierwsze zetknięcie z machiną biurokracji, nie mogę polec już na wstępie, dziecię mnie potrzebuje! Po czym zorientowałam się, że to nie stres, a starość. I jak zdjęłam te okulary co je miałam na nosie do użytku codziennego, to w cudowny sposób wszystkie literki wskoczyły na swoje miejsce, a ja mogłam ciut odetchnąć: pierwsza przeszkoda wkrótce zostanie pokonana!

sor

Córka Młodsza została zakwalifikowana z kolorem zielonym, co chyba znaczy tyle, co symulant, gdyż było napisane, że pierwszeństwo ma kolor czerwony, następnie kolor żółty i jak Ci wszyscy pacjenci zostaną przyjęci, to ewentualnie można przyjąć kogoś z zielonym. Szacowany czas oczekiwania do 6h.

Mieliśmy jednak szczęście – zdaje mi się, że w dzień wolny, to były pełne SORy w miejscowościach wypoczynkowych. A że my zostaliśmy w ten piękny dzień w mieście, nie było wielu chętnych. Dzięki temu, mimo koloru zielonego, po niecałej godzinie zostaliśmy wezwani do lekarza.

Tu szczęśliwie nasze najgorsze obawy zostały wykluczone, a my dostaliśmy skierowanie do laboratorium i usg.

To poszło genialnie wręcz sprawnie, do tego zachwyciły nas elementy podchodów w postaci „podążaj za niebieską linią”, bo niby nic, a trochę rozrywki jest.

Znaczenie ma to zwłaszcza, gdy wędrówki po pustym szpitalu odbywają się w godzinach nocnych i nie ma kogo zapytać o drogę – dobra rzecz.

Po badaniach trafiliśmy znów do poczekalni, w której twarze się już częściowo pozmieniały. I tu w zasadzie mógłby nastąpić za jakieś pół godziny szczęśliwy finał, ale nie zapominajcie, że mieliśmy kolor zielony.

Dodać w tym miejscu muszę, że przynajmniej w przypadku mojej rodziny, służba zdrowia działa zawsze doskonale i już w poczekalni wszystkim robi się lepiej. Zawsze. Im dłużej czekamy – tym lepiej. Wymiana spojrzeń z lekarzem – to już ozdrowienie. Zatem i tutaj doszliśmy do momentu, gdy dziecku poprawiło się na tyle, że zaczęłam myśleć: a może wcale nie trzeba było przyjeżdżać?

O 22.30 sala była już niemal pusta i stało się jasne, że wkrótce nasza kolej, choćby nie wiem co – tak właśnie się stało.

szpitalny oddział ratunkowy

Po kolejnych 15 minutach doświadczyliśmy już ekstazy wyjścia na świeże powietrze, a musicie wiedzieć, że noc była ciepła. I choć to jeszcze nie był całkowity koniec choroby Córki Młodszej, byliśmy całą trójką niezwykle uszczęśliwieni.

I tak to właśnie można spędzić końcówkę wolnego dnia. Czego jednak Wam nie polecam, bo co własna kanapa, to kanapa…

1 thought on “SOR – jak to działa w gorący wolny dzień?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *